środa, 5 listopada 2014

Åsa Hellberg "Ostatnia wola Sonji"
Spełnij swe marzenia!

To nie latem mam największą ochotę na lekką, urlopową literaturę, a w jesienno-zimowe wieczory, kiedy brak mi słońca, ciepła, kolorów i energii. Gdzieś między mrocznymi kryminałami, a powieściami pełnymi dramatów, staram się znaleźć czas dla literatury wypoczynkowej (tak zgrabnie nazwał relaksujące czytadła Mariusz Szczygieł).

Któregoś wieczoru wyłączyłam jesienną melancholię, zawinęłam się w koc i otworzyłam Ostatnią wolę Sonji, autorstwa szwedzkiej pisarki, Åsy Hellberg. Perypetie przyjaciółek? Czemu nie! Byle nie zabrakło w nich ciepła i humoru.


Nigdy nie jest za późni, żeby zmienić swoje życie, głosi napis na okładce. Trywialne? Owszem. Wytarte, wyświechtane, wyeksploatowane, powtarzane po wielokroć, do znudzenia. Nie zmienia to faktu, że o tym co trywialne, wytarte, wyświechtane, wyeksploatowane, powtarzane po wielokroć, do znudzenia, zapominamy niezwykle łatwo. Choćby znajomi rzucali nam cytatami z Coelho w twarz, choćby wypisywali nam owe złote myśli i wskazówki do pamiętników, na pocztówki i urodzinowe kartki, gdy przyjdzie co do czego, to wydaje nam się, że na zmiany jest za późno. Bo jak rzucić pracę, po piętnastu latach, gdy kredyt, bezrobocie, dzieci na utrzymaniu, odwagi brakuje, marzenia już dawno poszły w odstawkę? Jak odejść od partnera po dekadzie nieudanego małżeństwa, gdy obrączka wrosła w palec, a choć tak wiele dzieli, to jednak łączy budowa wspólnego domu, małoletni potomek, niespłacone raty za samochód, przyzwyczajenie i strach przed samotnością. Jak zerwać z tym, co towarzyszy nam przez lata? Jak odejść od tego, w czym się tkwi od niepamiętnych czasów? Jak zacząć od nowa, gdy to stare, choć nie daje szczęścia, wydaje się dużo bardziej bezpieczną alternatywą?

Sonja, Suzanne, Rebecka i Maggan przyjaźniły się od lat. Tej pierwszej już nie ma. Zostawiła po sobie puste krzesło przy wspólnym stoliku, roześmianą twarz rozświetlającą wspomnienia i zaskakujący testament. Zakładam bowiem, że niezbyt często się zdarza, że po śmierci jednej z przyjaciółek pozostałe dostają z góry po ok. 225 tys, złotych, przykaz, że mają schudnąć bądź przytyć (w zależności od obecnej wagi) i porzucić swe obecne zobowiązania (pracę bądź bezpłatny etat niańki dla wnuka), po czym po upływie trzech miesięcy i jednego dnia, ponownie zgłosić się do adwokata, w celu wysłuchania dalszych warunków.

Åsa Hellberg
[źródło]

Sonja była bogata, o czym żadna z przyjaciółek nie miała pojęcia. Prawdziwa fortuna czeka na damskie trio, o ile wszystkie zrealizują postanowienia zmarłej. Pewnie nie zdążyły jeszcze ochłonąć, gdy znów stawiły się w kancelarii i wysłuchały dalszej części testamentu. Ta była jeszcze bardziej zdumiewająca.

Przepiękny dom na majorkańskiej wyspie, wspaniały hotel w stolicy Wielkiej Brytanii, ekskluzywna restauracja w paryskim świecie luksusu - oto nowa rzeczywistość kobiet po pięćdziesiątce, którym wydawało się, że nic zaskakującego nie ma prawa się im przydarzyć. W pakiecie są pomocnicy. Przystojni, a jakże. To oni mają dopomóc bohaterkom w stawianiu pierwszych kroków w nowym życiu.

Åsa Hellberg napisała uroczą bajkę o spełnianiu marzeń. Nie zgodzę się z autorką, że wszystko to mogło zdarzyć się każdemu z nas[1], bo jednak zbyt wiele tu nieprawdopodobieństw i zbiegów okoliczności, zbyt dużo cudów i słodyczy, ale jeśli potraktować Ostatnią wolę Sonji, jako remedium na smutki, schron przed szarością i zbyt szybko zapadającym zmrokiem, to okaże się, że oderwanie tej historii od rzeczywistości wcale nie jest jej wadą.

Za sprawą Sonji, marzenia mają szanse się ziścić. Dałam się porwać atmosferze książki i zaczęłam rozmyślać nad własnym życiem. Gdybym nagle nie musiała martwić się o pieniądze, gdybym nie miała zobowiązań i żadnych kul u nogi, gdzie bym była, co bym robiła, jak zmieniłyby się moje życiowe cele?

Kontynuacja - Sekret Sonji,
pojawi się wiosną przyszłego roku.
Gdzieś, w drodze do dorosłości, kruszą się nasze wizje przyszłości. Przyszłe baletnice zostają pracownicami biurowymi, pisarki kończą księgowość, podróżniczki utykają między garami, a pieluchami, potencjalne właścicielki antykwariatów, wieczorami poprawiają klasówki i najeżone błędami wypracowania. Nagle nie pamiętamy, w którym momencie twarda rzeczywistość połknęła nasze marzenia, przeżuła, przetrawiła, wydalając nędzne resztki, które  mobilizują do wyjścia na Jezioro łabędzie, napisania opowiadania do szuflady, weekendowej wycieczki za miasto czy zaszycia się na kilka godzin wśród książek. 

Suzanne, Rebecka i Maggan dostają szansę, jakiej wielu im pozazdrości. Tylko czy będą potrafiły się odnaleźć w rzeczywistości tak odmiennej od dobrze im znanej? Czy nie zatęsknią za dawnym życiem?

Ostatnia wola Sonji to romantyczna komedia, która aż prosi się o ekranizację. Pełna jest znanych chwytów, charakterystycznych dla tego gatunku i zbiegów okoliczności, które nie dziwią choć powinny. Jest słodko i przewidywalnie, miłosne historie toczą się mało oryginalnym torem. A jednak z przyjemnością śledzi się perypetie pań przeżywających drugą młodość, bohaterek tak pełnych energii, że pozazdrościć im jej mogą wszystkie młodsze o dekady, wiecznie zmęczone marudy. Jeśli dodać do tego sporą dawkę humoru, różnorodność charakterów opisywanych postaci i cztery jakże różniące się od siebie plenery (Sztokholm, Majorka, Londyn, Paryż) dostajemy zwariowaną, ale i ciepłą historię, której uroku dodają miejsca, pazura bohaterki, a chaosu krążący wokół pań mężczyźni.

O przyjaciółkach dla przyjaciółek. O marzeniach dla marzycieli. Dla potrzebujących odrobiny wytchnienia po długim dniu, odrobiny słońca po jesiennej plusze i uśmiechu, gdy ten nijak nie chce się pojawić. 

Dziś wiem już wszystko o przyjaźni: to Wy mnie jej nauczyłyście.
Dziś wiem już wszystko o miłości: to Wy mi ją dałyście.
Dziś znam już swoją wartość: to Wy mi ją pokazałyście[2].


***

Książkę polecam
miłośnikom komedii romantycznych
wielbicielom historii o przyjaźni
poszukującym ciepłej i zabawnej powieści
potrzebującym lektury lekkiej i odprężającej
marzycielom

***

[1] Åsa Hellberg, Ostatnia wola Sonji, przeł. Dominika Górecka, Wyd. Czwarta Strona, 2014, s. 344.
[2] Tamże, s. 22.

***

egzemplarz recenzencki

34 komentarze:

  1. Przyjeżdżasz w ten weekend do Warszawy na Pop! Festival? http://dzikabanda.pl/?page=fest&arrt=pop-festiwal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. :( W budżecie mi się nie mieści.

      Dobiłaś mnie tym linkiem. Wiedziałam, że będzie ciekawie, ale nie, że aż tak. Co ja bym dała za to, żeby np. pójść na "Polski kryminał XXI wieku". :/

      Usuń
    2. Zreferuję na blogu, jeśli to będzie jakieś pocieszenie... ;)

      Przed chwilą wróciłam z Copy Campu o czym chcę napisać notkę. Od paru godzin nie mogę się pozbyć wrażenia, że Cory Doctorow jest zajebisty i bliska byłam kupienia także wydania papierowego jego książki tylko po to, żeby mieć autograf. Nie kupiłam, bo jednak rozsądek (bardziej chudy portfel) zwyciężył.

      Usuń
    3. To może ja się wybiorę na ten wykład niedzielny. Trochę żałuję, że w piątek nie dam rady wpaść na Bondę.

      Najlepiej, że przeczytałam na stronie festiwalu: Kasia Bonda, Mariusz Czubaj, a morduje (zamiast moderuje) Robert Ziębiński. Muszę być zmęczona :p

      Usuń
    4. @Kama - nie, to nie jest pocieszenie. To wręcz dobijające. :P
      Musiałam doczytać kim jest Cory Doctorow, żeby wiedzieć skąd ten entuzjazm. :D

      @Wiki - zazdroszczę straszliwie. Dobrze Wam w tej stolicy.
      Wyśpij się wreszcie. :P

      Usuń
    5. Mnie zastanawia to zdrabnianie w przypadku Bondy. Dlaczego Kasia Bonda, a już nie Mariuszek Czubaj?

      To skąd ten entuzjazm? Nie, nie czytałam jeszcze jego powieści sf. :P Niedawno zakupiłam jego książkę (Kontekst - eseje) w ramach Bookrage'a i czytając fragmenty oraz porównując je z tym jak się prezentował na konferencji (publiczność wybrała go najlepszym mówcą spośród kilkudziesięciu) to pisze tak samo fascynująco jak mówi. To ten sam rodzaj "porywania czytelnika" który zaprezentował Szczygieł w "Zrób sobie raj" (czytałam tylko tę książkę, przypominam ;)).

      Usuń
    6. Mnie o to nie pytaj. ;)

      Prawie nadążam za Twoim tokiem myślenia. Zwłaszcza, że akurat "Zrób sobie raj" nie czytałam, ale mogę sobie wyobrazić jak wygląda "porywanie czytelnika" w wersji Szczygła. ;)
      Swoją drogą - fajnie, że gadanie idzie w parze z hmmm... "pisanym" (?? :P ), bo chyba nie zawsze tak jest, choć częściej trafiałam na takich, których słuchało się kiepsko, a czytało świetnie.

      Usuń
  2. Pewnego dnia dla relaksu chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odrobiny słońca i uśmiechu nigdy nie zaszkodzi, więc z przyjemnością zabrałabym się za czytanie tej powieści już teraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I myślę, że to byłby miło spędzony czas.

      Usuń
  4. A ja nadal czekam na "Toń", a Ty już kolejną książkę masz? :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię takie historie, a w aktualnym czasie przydałaby mi się jakaś ciepła i zabawna opowieść, dlatego muszę rozejrzeć się za "Ostatnią wolą Sonji".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, mam nadzieję, że książka szybko wpadnie w Twoje ręce.

      Usuń
  6. O, nie pomyślałam o tym wcześniej, ale faktycznie byłaby z tej książki świetna ekranizacja. Ciepła, barwna, rozluźniająca :)

    Zgadzam się, że na pewno nie mogłoby to przydarzyć się każdemu, bo to raczej bajka daleka od rzeczywistości. Ale kto by się tym przejmował, skoro tak fajnie się czyta? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie te cudne zdjęcia z tych wszystkich miejsc, opisywanych w książce. I te szalone bohaterki na pierwszym planie. :D

      Otóż to, jak na nieprawdopodobieństwa jestem wyczulona, tak tu mi nie przeszkadzały. :)

      Usuń
  7. To ja sobie zakonotuję, że mam sięgnąć po tą książkę, jeśli będę potrzebowała "remedium na smutki, schron przed szarością i zbyt szybko zapadającym zmrokiem" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka już widnieje na mojej liście "must have". Podobnie jak Ty, mam cichą nadzieję, że książka doczeka się ekranizacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie by było. Brakuje mi takich ciepłych i zabawnych, energetycznych filmów. :)

      Usuń
  9. Coś o niej kiedyś czytałam, ale zapomniałam. A teraz najchętniej wzięłabym koc i też się nim owinęła, i zaczęła czytać "Ostatnią wolę Sonji" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tego koniecznie kubek gorącej czekolady! ;)

      Usuń
  10. W erze nowych technologii coraz trudniej o prawdziwą przyjaźń... Dlatego z chęcią przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  11. I am sure it can happen to anyone! :)
    Thank you so much!
    Kind regards,
    Åsa Hellberg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. It would be great, but... ;)

      I'm waiting for next part!

      Usuń
  12. Zapisuję sobie to remedium, już wkrótce (czuję) będę potrzebowała czegoś tak pełnego słońca (obok herbaty malinowej i kocyka;) Pierwsza okładka rzuca się w oczy i obiecuje dużo pozytywnej energii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozytywnej energii to tam na pewno nie brak. :)

      Usuń
  13. Też mam ochotę na coś pozytywnego, o marzeniach i przyjaźni- książka będzie jak znalazł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ta pasuje świetnie. :)

      Usuń
  14. Zadziwiająco podobnie odebrałyśmy tę książkę, choć ja uznałam ją za idealną dla starszych czytelniczek (i jest w tym sporo prawdy, moja mama skończyła lekturę z zamyślonym wyrazem twarzy ;)
    Miło spędziłam czas czytając książkę o wakacyjnym klimacie, gdy za oknem szalał wiatr a zimno wdzierało się przez uchylone okienko. To bardzo pozytywna lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nawet nie odczułam tego, że bohaterki mają nieco więcej lat niż ja. Tyle miały wigoru, że sama mogę im pozazdrościć. Ale fakt faktem, myślę, że starsze czytelniczki znajdą tu więcej materiału do refleksji.

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...