wtorek, 17 lipca 2012

Daniel Pennac "Jak powieść"
Prawa każdego czytelnika

Daniel Pennac
Jak powieść
Wyd. MUZA S.A.
176 stron
Jak powieść Daniela Pennac’a jest esejem o literaturze i o czytaniu. Całość jest napisana lekko i przystępnie. W tej niewielkiej objętościowo książce, autor dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat czytelnictwa. Zaczyna od tego, od czego swoją przygodę z literaturą rozpoczyna większość z nas, od bajek opowiadanych nam przez rodziców, od pierwszych poznanych literek i tworzonych z nich słów i wreszcie od pierwszych samodzielnie przeczytanych wyrazów i tej dumy, na widok radości rodziców. Następnie Pennac porusza także temat m.in. tego, dlaczego dzieci niekiedy tracą zainteresowanie książkami, a młodzież reaguje na ich widok z niechęcią.


Autor przytacza kilka czytelniczych anegdot. Bardzo spodobała mi się historia nauczyciela, który wobec niechęci uczniów pewnej klasy do lektur, poprowadził zajęcia w nietypowy sposób. Zamiast zmuszać uczniów na brnięcia przez kolejne tomy i odpytywać ich z treści, sam zaczął im czytać na głos kolejne książki na lekcjach, wzbudzając coraz większe zainteresowanie słuchaczy. 

Pennac  w swoim eseju umieścił 10 praw każdego czytelnika, które oczywiście szybko odniosłam do siebie i własnej przygody z czytaniem.

1.      Prawo do nieczytania[1]

Prawo bardzo ważne. Zauważyłam, że niekiedy czytający uważają tych omijających książki za, w pewnym sensie, gorszych. A przecież każdy z nas ma swoje pasje i sposoby spędzania wolnego czasu. Wcale nie czuję się gorsza przez to, że nie trenuję siatkówki, nie gram na pianinie, ani nie maluję obrazów. Każdy z nas ma prawo do nieczytania i nierobienia tego, co nie sprawia mu przyjemności. I nikomu nic do tego.

2.      Prawo do przeskakiwania stron
 
Zdarza się. Przyznaję. Bardzo rzadko, ale jednak. Na sumieniu mam m.in. „Dzwonnika z Notre Damme” Victora Hugo, którego uwielbiam, ale część opisów przeleciałam „po łebkach”.

3.      Prawo do nieskończenia książki
 
Staram się kończyć to, co zaczęłam – nie tylko w odniesieniu do książek, ale przyznaję, że kilka tytułów, które mnie nie zainteresowały, bez większych wyrzutów sumienia odłożyła na bliżej nieokreślone „kiedyś”. W końcu tyle jest książek, które mają szansę być tymi ciekawszymi, że szkoda czasu na coś, co nie sprawia radości. Nie dokończyłam m.in. Jesieni patriarchy Marqueza i Pamiętnika przetrwania Lessing, mimo że tych autorów bardzo cenię.

4.      Prawo do czytania jeszcze raz

Prawo, z którego korzystałam w dzieciństwie, kiedy to chętnie wracałam do Dzieci z Bullerbyn Astrid Lindgren czy Ani z Zielonego Wzgórza Lucy Maud Montgomery. Teraz już rzadziej wracam do przeczytanych książek. Świadomość tego, ile ciekawych pozycji mam jeszcze do odkrycia sprawia, że wolę poznawać nowe niż powracać do starego. Chyba jedynym tytułem, do którego co jakiś czas powracam (zwykle czytając wybrane fragmenty) jest książka Hanny Kowalewskiej "Julita i huśtawki".

5.      Prawo do czytania byle czego

Mam za sobą przygodę z takimi dziełami jak Trędowata Heleny Mniszkównej, czy książki Paulo Coelho, po które teraz już bym nie sięgnęła. Im więcej czytam, tym mądrzej wybieram, co nie zmienia faktu, że i teraz trafiają mi się takie "perełki". Zdarza się też tak, że nie mam ochoty na nic, co skazywałoby moje szare komórki na choćby najlżejszy wysiłek i świadomie sięgam po coś mało ambitnego.

6.      Prawo do bovaryzmu (choroby przenoszonej przez tekst)

 
Wg autora, bovaryzm polega  na natychmiastowym i wyłącznym zaspokojeniu naszych emocji: wyobraźnia pęcznieje, nerwy drżą, serce łomocze, adrenalina buzuje, identyfikacja działa na wszystkie strony, a mózg bierze (chwilowo) poblask codzienności za romantyczne latarnie…[2]

Całkiem sympatyczne uczucie. Zdarzyło mi się kilkakrotnie, np. przy czytaniu Człowieka, o którego upomniało się morze Centkiewiczów, Doktorów Ericha Segala czy Szachownicy flamandzkiej Arturo Péreza-Reverte.

7.      Prawdo do czytania byle gdzie

O tak. Czytam wszędzie tam, gdzie muszę spędzić bezczynnie choćby kilka minut, nawet jeżeli miałoby to wyglądać dziwnie.

8.      Prawo do czytania na wyrywki


Tylko wtedy, gdy wracam do książki, którą znam (Julita i huśtawki, Gra w klasy Cortázara) lub która nie ma ciągłej akcji (Lapidarium Kapuścińskiego), ale zdarza się to naprawdę rzadko.

9.      Prawo do czytania na głos

Próbowałam kiedyś czytać kotu Fausta Goethego, ale nie był zainteresowany. ;)

10.  Prawdo do milczenia

Do momentu założenia tego bloga, na temat przeczytanych książek wypowiadałam się bardzo rzadko. Choćby dlatego, że czytam bardzo szybko (dla mnie zawsze jest na za mało czasu) i na niektóre szczegóły w ogóle nie zwracam uwagi, a inne dosyć szybko zacierają się w mojej pamięci. Czytam raczej dla siebie, żeby zaspokoić swoją ciekawość i chęć poznania danej książki, a nie dla długich dyskusji i analiz przeczytanego dzieła. Teraz jest troszkę inaczej, w końcu ciężko napisać recenzję książki, której się nie pamięta, a jeszcze trudniej się o niej rozmawia, ale tempo czytania pozostaje bez zmian, więc lektury, które wspominam teraz szybko ustąpią nowym.

***

Ze wspomnianego eseju można wynotować całkiem sporo ciekawych cytatów. Mój zeszyt wzbogacił się o dwa:

Czas na czytanie jest czasem ukradzionym. (Tak samo zresztą jak czas na pisanie czy czas na kochanie).
Ukradziony czemu?
Powiedzmy, obowiązkowi życia.[3]

Wielka powieść, która stawia nam opór, wcale niekoniecznie musi być trudniejsza niż inne… Po prostu między nią – żeby była nie wiem jak wielka – a nami – choćbyśmy się uważali za jak najbardziej zdolnych do jej „zrozumienia” – nie zachodzi odpowiednia reakcja chemiczna. (…) Mamy zatem wybór: albo myśleć, że to nasza wina, że gdzieś nam czegoś brakuje, że przypadła nam w udziale jakaś porcja głupoty nie do przezwyciężenia, albo uciec się do jakże kontrowersyjnego pojęcia gustu i spróbować ustalić nasze własne upodobania.[4]

***
[1] Daniel Pennac, Jak powieść, przeł. Katarzyna Bieńkowska, wyd. Muza,  2007, s. 142.
[2] Tamże, s. 161.
[3] Tamże, s. 123.
[4] Tamże, s. 155.

18 komentarzy:

  1. Wydaje się świetny esej, a prawa- idealnie ujęte! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest świetny. Trochę trafnych spostrzeżeń autor w nim umieścił.

      Usuń
  2. Z każdym z praw zgadzam się w stu procentach. Bardzo przyjemnie się to czytało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Najrzadziej korzystam z prawa dziewiątego. Polecam cały esej. :)

      Usuń
  3. Fantastyczny post. Prawa czytelnika niczym wyjęte z mojego życia. Książka zdecydowanie must have. Pozdrawiam ciepło. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, dla każdego bibliofila pozycja obowiązkowa. :)

      Usuń
  4. Trafny ten schemat. :) I jak tak patrzę, to skrzętnie korzystam z tych praw. :P No może poza czytaniem byle gdzie. To zawsze było moją piętą achillesową, zwłaszcza, jak trzeba było posiedzieć w czytelni albo wypełnić jakoś czas między zajęciami. ;) No nie mogę się skupić na czytaniu i już. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mogę czytać w różnych warunkach. Zwykle bardziej przeszkadzają mi hałasujący sąsiedzi, niż jakikolwiek hałas na zewnątrz. Jak na studiach miałam przez jakiś czas zajęcia blisko Empiku, to w przerwach nawet udało mi się przeczytać jedną z książek Pawlikowskiej. :P

      Usuń
    2. Wiem, zawsze Ci tego zazdrościłam. :P Kurczę, muszę jeszcze raz "Grę w klasy" przeczytać, bo chyba przeczytałam ją po łebkach. :P I akurat wychwyciłam te fragmenty, które wtedy były mi bliskie...

      Usuń
    3. Też bym chciała ją jeszcze raz przeczytać w całości i tym razem wg klucza. Nawet mam już "Grę w klasy" na własność, ale jakoś tak ciężko mi się za to zabrać. Tyle "nowości" dookoła. =)

      Usuń
  5. Dochodzę do wniosku, że powinnam przeczytać ten esej - również ze względu na mój przyszły zawód;) Podobają mi się prawa czytelnika. I zgadzam się z Twoimi komentarzami;) Również często szkoda mi czasu na może i dobre, ale niezbyt ciekawe książki. W końcu jest tyle innych, które trzeba przeczytać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj koniecznie, co prawda będziesz miała styczność raczej z osobami, które lubią czytać, ale nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać jakaś sugestia zawarta w tym eseju. :)

      Usuń
  6. Zapowiada się ciekawie, chwilowo niczego nowego nie szukam, zresztą czas na czytanie znacznie mi się ukrócił, ale tytuł na pewno zapamiętam.
    Od prawa #2 płynnie przeszłam do prawa #3 w przypadku Tolkiena ^^ Zaczęło się od przeskakiwania opisów, stron, aż w końcu sobie darowałam, zostanę przy ekranizacjach ^^
    Co do #7, mam tak samo, mogę czytać wszędzie i w każdym hałasie (choć co po takiej lekturze przeczytanej w autobusach zostaje, to już inna sprawa). A czy wyglądam dziwnie... meh, są tacy, dla których styczność z książką sama w sobie jest dziwna, więc co ja się będę przejmować ;)
    Punkt o trudnych lekturach mi się podoba, miło, że w końcu ktoś zauważył, że to, czy książka idzie nam "gładko" czy nie to zwyczajnie kwestia naszych upodobań, nie inteligencji czy jej braku.
    Ciekawy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka dużo czasu Ci nie zajmie, więc na pewno uda Ci się ją wcisnąć w grafik. ;)
      Ja do Tolkiena w ogóle jeszcze nie podeszła, a ekranizacje trylogii uwielbiam.
      W autobusie czasami łatwiej mi się skupić niż u siebie. W mieszkaniu ciągle coś mnie rozprasza, a to coś mam zrobić, a to ktoś czegoś chce, a to sobie przypomniałam, że coś miałam sprawdzić, albo usiądę "na momencik" przy komputerze...
      A to o trudnych lekturach też mi się podoba. Od razu się dowartościowałam. :P

      Usuń
  7. Ojj zgadzam się z wszystkimi. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nas dwie, a nawet więcej. :)

      Usuń
  8. Ogromnie sympatycznie czytało mi się tę książkę, aż pospisywałam sobie własny zestaw kolejnych czytelniczych praw. Gdy się zastanowić, jesteśmy grupą niesamowicie uprzywilejowaną - mamy tych praw tak dużo! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja żałuję, że nie mam tej książki na własność.

      Usuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...