środa, 26 marca 2014

Anna Klejzerowicz "List z powstania"
Nic się nie działo przypadkiem

Anna Klejzerowicz
List z powstania
Wyd. Filia
2014
328 stron
Życie składa się z krótkich chwil i dłuższych historii. Te drugie trwają czasami kilka godzin, dni czy tygodni, niekiedy ciągną się jednak przez lata. To właśnie tego typu historię znajdziemy w Liście z powstania Anny Klejzerowicz, kryminalno-obyczajowej opowieści, w której niedomknięty wątek z czasów wojny, jak echo będzie powracać. przez kilkadziesiąt lat.

W związku z tym, pisarka będzie nas rzucać to do roku 1944, to w lata 70', innym zaś razem znajdziemy się w czasach nam współczesnych. Wszystko po to, by odpowiedzieć na jedno pytanie: gdzie podziała się Hanna?


Wojna trwała. Julka miała wtedy lat dziesięć. Przed wybuchem powstania warszawskiego, rodzice znaleźli dla dziewczynki schronienie na mazowieckiej wsi. Sami, wraz ze starszą córką, Hanią, zostali w stolicy. Długi pobyt u obcych, choć życzliwych ludzi zaczął dziewczynkę w końcu niepokoić. Na pełne obaw pytania, uzyskiwała wymijające odpowiedzi. Dziwne zachowanie tymczasowych opiekunów dodatkowo wzmagało napięcie - urywane szepty, współczujące spojrzenia, w oczach gospodyni pojawiały się nawet łzy. Julka była bystrym dzieckiem, domyśliła się, że coś jest nie w porządku. Przestała jednak dopytywać. Prawdopodobnie wcale nie chciała znać prawdy, dopuścić jej do siebie, wolała żyć złudzeniami, że pewnego pięknego dnia ujrzy na horyzoncie ukochaną sylwetkę, rozpędzi się i wpadnie prosto w jej ramiona. W końcu była tylko małą dziewczynką. Jeszcze nią była[1].

Tamte chwile nie miały już nigdy ulecieć z jej pamięci. Jakże bowiem zapomnieć, że w tak młodym wieku straciło się nagle oboje rodziców? Jak wymazać z pamięci pobyt w domu dziecka? I choć dramaty te z czasem nieco przybladły, a dziewczynka odnaleziona w placówce przez stryjenkę Zosię, zyskała nowy dom i szansę na ułożenie sobie życia, to przez wiele lat nękał ją niepokój o losy siostry. Co stało się z Hanią, dzielną członkinią Szarych Szeregów? Jaki były koleje jej losu? Czy wojna odebrała jej życie, czy tylko rzuciła w inną stronę świata? Nigdy nie znaleziono ciała i choć trudno było wierzyć, że przez tak długi czas Hanka - jeśli wciąż żywa - nie odezwała się choćby słowem, to jednak tląca się w Julii nadzieja, nie pozwalała wątpić w szczęśliwe zakończenie.

Tajemnicze losy zaginionej, młodej kobiety stały się obsesją Julii. Obsesją, która udzieliła się kolejnemu pokoleniu. To Marianna, córka Julki, opowiada znaczną część rodzinnej historii. Nigdy nie poznała swej ciotki, a jednak zagadka ją męczy. Być może poskromiłaby ciekawość, broniła się przed zaangażowaniem w odkrywanie białych plam przeszłości, lecz przecież nie mogła przypuszczać, jak wysoki rachunek przyjdzie zapłacić jej i bliskim za upór, ciekawość i wszelkie zrządzenia losu, które nie pozwalały o całej sprawie zapomnieć.

List z powstania ciekawi, choć nie należy do tych książek, dla których zarywa się noce, ryzykując spóźnienie do pracy i wory pod oczami. Sporo się tu dzieje, lecz w czasie lektury towarzyszy raczej nastrój zadumy niż niecierpliwe zagryzanie paznokci w oczekiwaniu na finał. Myśli krążyły to wokół sensu powstania, to - już nieco bardziej prywatnie - skłaniały do refleksji na temat sensu życia przeszłością.

Nastawianie się na typowy kryminał jest błędem. Bliżej powieści Anny Klejzerowicz do rodzinnego dramatu, w którym wątek kryminalny może stać się pretekstem do rozważań na temat tego, czy warto tkwić w przeszłości, gdy to co przed nami, ofiarować może daleko więcej. Owszem, wśród zagadek nie zabraknie także i tych, które nie pozwalają odciąć od powieści zbrodniczej metki i wokół tych właśnie zdarzeń stopniować się będzie napięcie, a jednak wciąż miałam wrażenie, że najważniejsze jest w tym wszystkim zwrócenie uwagi na niemożność oderwania się od minionego.

Tak to często z nami jest, że zamiast ruszyć przed siebie z kopyta, oglądamy się za siebie, miast snuć i realizować plany, piszemy pamiętniki, analizujemy dokonane czyny. Lubimy powroty i chyba nigdy nie zrozumiem dlaczego, bo przecież, jak śpiewał Marek Grechuta - ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy. To na nie mamy wpływ, to właśnie je musimy wykorzystać możliwie jak najlepiej. Choćby i po to, by powroty były przyjemniejsze, wszak ze wspomnień dobrowolnie zrezygnować się nie da.

Anna Klejzerowicz, jak sugeruje tytuł, sięga po tematykę powstańczą. Konfrontuje młodzieńczą postawę Marianny, która w warszawskim zrywie widzi jedynie bezsensowne śmierci, z opinią Julii, dostrzegającą wzniosłe idee za tym pozornym bezsensem się kryjące. Nie narzuca własnych wniosków, te pozostawia czytelnikom. Autorka interesująco snuje swą historię, choć mam wrażenie, że wątek związany ze współpracą z wydawnictwami, jest wstawiony nieco na siłę, jakby praca Marianny jako tłumaczki była dla pisarki pretekstem, do skomentowania obecnego, dość smutnego stanu rzeczy. Nie do końca przekonało mnie też pewne błyskawiczne małżeństwo, ale nie mnie oceniać. Być może i takie rzeczy się zdarzają i to częściej niż mi się wydaje. A może nie. Czasami zazgrzytały mi jakieś dialogi (zwłaszcza jeden, krótki zresztą), ale nie na tyle, bym miała poczucie sztuczności rozmów.

Być może marudzę, ale absolutnie nie żałuję chwil spędzonych z Marianną, którą zdążyłam polubić i życzyłam jej jak najlepiej. Aż się smutno robiło, podczas lektury jej zapisków: Nasze życie powoli zamieniało się w piekło. Żyliśmy w wiecznym strachu. A przecież jeszcze wtedy nic się tak naprawdę nie stało. Najgorsze miało dopiero nadejść. Gdy już wydarzyła się pierwsza katastrofa, pociągnęła za sobą lawinę kolejnych...[2] Los nie do pozazdroszczenia.

Smutna i niepokojąca to historia. Pełna zagadek, z niebezpieczeństwem co jakiś czas wychodzącym z mroku. Z zakończeniem, które wita się z niedowierzaniem.



***

Książkę polecam
miłośnikom powieści kryminalno-obyczajowych
wielbicielom tajemnic rodzinnych
poszukujących książek zahaczających o tematykę powstańczą

***


[1] Anna Klejzerowicz, List z powstania, Wyd. Filia, 2014, s. 24-25.
[2] Tamże, s. 69.

68 komentarzy:

  1. do wyzwania:
    "Klinika pod Boliłapką. Maksio ma kłopoty" - Liliana Fabisińska
    http://magicznyswiatksiazki.pl/maksio-ma-klopoty-liliana-fabisinska-recenzja-440/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tę książkę w planach i chciałabym ją przeczytać w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka już za mną i o dziwo bardzo pozytywnie ją wspominam, chociaż początkowo myślałam, że te historyczno-wojenne klimaty raczej mnie odstraszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie one przyciągały. ;)

      Usuń
  4. Hmmmm pomyślę, pomyślę, bo wątek kryminalno-tajemniczy lubię, ale czy z tą wojną dam radę... pomyślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dasz radę, wojny jest tam niewiele - dokładnie tyle, ile trzeba by przybliżyć moment zniknięcia Hani.

      Usuń
  5. Cały czas liczę na to, że uda mi się dotrzeć do tej powieści:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tej autorki czytałam "Cień gejszy" co bardzo dobrze wspominam, więc tym bardziej zachęciłaś mnie do buszowania po bibliotecznych półkach w poszukiwaniu opisywanej przez Ciebie lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie miałam okazji czytać innej książki autorki, ale chętnie to zrobię, jak się nadarzy okazja.

      Usuń
  7. Mam tę książkę w planach czytelniczych na najbliższy czas. Jak na razie czytałam pozytywne recenzje na jej temat, co tym bardziej mnie zachęca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze się ją czyta, więc warto.

      Usuń
  8. Bardzo lubię powieść z rodzinną tajemnicą w tle, chociaż w tym przypadku dziwię się, że bohaterka ma nadzieję, że Hanna wciąż żyje. Przecież to oczywiste, że nawiązałaby do tego czasu kontakt z bliskimi. Rozumiem natomiast potrzebę dowiedzenia się, kiedy zmarła, co stało się z ciałem, czy zostawiła jakąś wiadomość dla rodziny. Będę miała tę książkę na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wcale nie jest takie oczywiste, jak się dziś wydaje.
      Po wojnie ludzie wiele lat się szukali - pamiętam z dzieciństwa radiową audycję "Skrzynka poszukiwania rodzin", gdzie odczytywano długie listy brzmiące mniej więcej tak: "Jan Kowalski, syn... urodzony... poszukuje żonę/córkę/siostrę Annę.. ostatnio widzianą w Warszawie....". To mnie wtedy dziwiło, bo przecież wojna skończyła się tak dawno (w rozumieniu dziecka).
      Często ludzie otrzymywali zaświadczenie z Czerwonego Krzyża, że poszukiwana osoba na pewno zginęła, że są na to świadkowie. A jeśli jeszcze ktoś znalazł się na Zachodzie i tam otrzymał taką wiadomość, często nie wracał już nigdy do tej "czerwonej" Polski. Były też sytuacje, że po kilku latach mąż, który na pewno nie żyje, stawał w drzwiach domu i widział swoją żonę z drugim mężem. Podobna sytuacja była w serialu 'Dom", gdy Basia i Łukasz skonfrontowali swoje wiadomości o własnej śmierci - oboje mieli zginąć w powstaniu.

      Przepraszam, że tak się tu rozpisałam, ale ja pamiętam jeszcze z życia te historie, chociaż zdarzyły się kilkanaście lat po wojnie.

      Usuń
    2. Nie miałam pojęcia o audycji, chociaż w sumie nic dziwnego, że zachodziły pomyłki. Nie wyobrażam sobie, co czuł człowiek wracający do swoich bliskich, a tam ktoś inny na jego miejscu. Serial "Dom" kojarzę z dzieciństwa, bo moi rodzice go oglądali, ale ja wtedy nie byłam nim zainteresowana. Będę jednak bronic swojego zdania, że jak rozumiem w książce bohaterka po kilkudziesięciu latach ma wciąż nadzieję na odnalezienie Hanny. I to już wydaje mi się niemożliwe.

      Usuń
    3. @Dominika - przeczytaj koniecznie. Ciekawa jestem jak Ci się spodoba rozwiązanie zagadki.

      @Pkela - pisz, pisz jak najwięcej, bo ciekawych rzeczy się można od Ciebie dowiedzieć. Podobnie jak Dominika, nie słyszałam wcześniej o tego typu audycji.

      Usuń
  9. Jeszcze przed premierą miałam na nią wielką ochotę, ale jakoś do tej pory nie udało mi się jej przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Ci się spodoba. Mnie też ciekawiła, odkąd zobaczyłam ją w zapowiedziach.

      Usuń
  10. I nieopatrznie przeczytałam ten wpis i oczywiście teraz będę szukać książki, żeby dowiedzieć się jakie jest jej zakończenie. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytam właśnie "Czarownicę" pani Anny. Po tej lekturze na pewno sięgnę po inne jej książki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam jeszcze przyjemności przeczytać żadnej książki tej autorki, ale będę miała tę książkę na uwadze.
    Fabuła brzmi bardzo tajemniczo i ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie jest - tajemniczo i ciekawie.

      Usuń
  13. Bardzo mnie ciągnie do tej tematyki właśnie przez czasy w jakich rozgrywa się akcja! Uwielbiam czytam książki o II wojnie światowej, powstaniach, ale przede wszystkim o zwykłych ludziach, którzy musieli stawiać czoło codzienności! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie jest o zwykłych ludziach. Takich, którym wojenny dramat nie pozwolił normalnie żyć nawet wiele lat po zakończeniu wojny.

      Usuń
  14. Mam nadzieję, że niedługo przeczytam tą pozycję gdyż słyszałam o niej dużo dobrego :))
    Twoja recenzja mnie również zachęciła.
    Pozdrawiam ciepło :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że i Tobie się spodoba.

      Usuń
  15. Bardzo lubię czytać książki obyczajowe o tematyce wojennej, choć zazwyczaj po ich lekturze czuję się wyzuta psychicznie. Mam nadzieję, że i tę uda mi się kiedyś zdobyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta raczej nie należy do tych szczególnie optymistycznych.

      Usuń
  16. Tematyka mi pasuje, ciekaw jestem wykonania, więc pewnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel się później wrażeniami. :)

      Usuń
  17. Może dam książce szansę w przyszłości. Mam chyba tej Pani jedną książkę, jak przeczytam poszukam innych w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja czekam na opinię o tej innej książce, bo ciekawa jestem po co warto (lub nie) sięgnąć.

      Usuń
  18. Ostatnio żyję w przekonaniu, że już nic nowego, ciekawego na temat II wojny światowej nie można napisać. Fabuła, którą opisałaś przypomina mi "Pokolenia" Katarzyny Drogi, najprawdopodobniej są utrzymane w tym samym klimacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie - moim zdaniem zdecydowanie nie. "Pokolenia" mają w sobie dużo więcej ciepła, uczuć. Tam jest niesamowity klimat, rzadko taki odnajduję w książkach.
      "List z powstania" to raczej seria dramatów, smutek, ciężar zagadki z przeszłości, nieumiejętność odnalezienia się w niełatwej rzeczywistości.
      Myślę, że właśnie w klimacie tkwi największa różnica - "Pokolenia" są delikatne, choć i tam dzieje się sporo złego, "List..." jest ciężki, przeważają w nim negatywne emocje. Inaczej jest w nim zarysowane tło, bo autorka skupia się bardziej na emocjach głównej bohaterki.

      Nie potrafię tego dokładnie wytłumaczyć, ale to zupełnie różne książki.

      Usuń
  19. I znów nie przeczytałam całej recenzji... Tylko dlatego, że mam ogromną ochotę na powieść, a już ją posiadam :) kupiłam w tym miesiącu ebooka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pięknie! A tak się starałam. :P

      Usuń
  20. Liczyłam na więcej hiper entuzjazmu, bo ze względu na nazwisko autorki, książkę chce przeczytać od dawna, ale w sumie mimo kilku wad zachęcasz, więc mam nadzieję, że i mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Lubię takie zakończenia, lubię tajemnice i takiego typu książki. Nawet nie odstrasza mnie ta niezbyt porywająca akcja. Bardzo ciekawią mnie także te przeskoki w celu odgadnięcia tajemnicy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezbyt porywająca, to może zbyt mocne określenie. Sporo się tam, mimo wszystko, dzieje.

      Usuń
  22. Też mam tę książkę, ale nie mam kiedy się za nią zabrać. Może powinnam zacząć odkładać książki na emeryturę, skoro nie ma jak odkładać pieniędzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Z przyjemnością kiedyś po nią sięgnę, szczególnie ze względu na te powstańcze wątki. :) A taka historyczna zaduma i refleksja czasem bardzo oczyszczająco wpływa na teraźniejszość. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historyczna może i tak, gorzej, jeśli histeryczna.

      Usuń
  24. Aż sama mam dylemat, czy sięgnąć po tę książkę, czy sobie od razu odpuścić... ;/
    Na razie odpuszczę, choć nie wiem, co wydarzy się za kilka tygodni/miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
  25. W najbliższym czasie po tę książkę bym nie cięgła. Temat wojny/powstania póki co, nie dla mnie. Ale kiedyś? Kto wie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej tu emocji kobiety, która sobie nie radzi z ciężarem rodzinnej zagadki, niż samej wojny. :)

      Usuń
  26. Muszę się w końcu zebrać w sobie i przeczytać. Jest w planach już od jakiegoś czasu.

    OdpowiedzUsuń
  27. To pierwsza recenzja tej książki jaką przeczytałam i niezmiernie mnie zaciekawiłaś. Przeczytam na bank! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mam w tym swój udział. :)

      Usuń
  28. Raczej nie w najbliższym czasie, ale gdybym trafiła na nią w bibliotece to całkiem możliwe, że bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie trzymam kciuki za szczęśliwy traf. :D

      Usuń
  29. Lubię takie książki, powstanie niezmiennie już od dawna mnie interesuje, więc pewnie w najbliższym czasie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie, pozostaje mi życzyć udanej lektury. :)

      Usuń
  30. Czytałam już sporo o tej książce i autorce, którą mam zamiar poznać. Nie wiem jeszcze kiedy...
    Czytałam już wiele historii, w których powracał motyw wojny (tych prawdziwych, opartych na faktach, ale i sfabularyzowanych, wymyślonych) i tę też chciałabym poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię ten motyw, choć nie potrafię wytłumaczyć dlaczego.
      A co byś poleciła?

      Usuń
  31. Nie czytałam jeszcze żadnej książki autorki, ale mam w planach. :) "List z powstania" też :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Świetna recenzja :) Mam od dłuższego czasu ochotę na książki Anny Klejzerowicz i tę również chciałabym przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :)
      No i udanej lektury. :)

      Usuń
  33. Na szczęście książkę mam inaczej zzieleniałabym z zazdrości

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do udziału w dyskusji. ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...