Niebanalna postać i niebanalne do niej podejście. Mike Lankford staje bardzo blisko Leonarda Da Vinci i portretuje go nie tyle jako geniusza, który zapisał się w historii wielkimi literami, co jako człowieka, któremu nie wszystko się udawało i miał w sobie tak wiele geniuszu jak i dziwactw.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia fabularyzowana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia fabularyzowana. Pokaż wszystkie posty
piątek, 27 grudnia 2019
poniedziałek, 13 czerwca 2016
Zoé Valdés "Kobieta, która płacze"
Kochanka Wielkiego Geniusza
![]() |
| Zoé Valdés Kobieta, która płacze Wyd. Muza 2015 352 strony |
Miłość nie była niczym innym jak po prostu miłością, bez zbędnych ozdobników, a na koniec - śmiercią. A życie nie powinno być niczym więcej niż miłością do kogoś, bez oczekiwania czegokolwiek z drugiej strony. Bez oczekiwania nawet na to, że będzie się kochanym. Jej życie polegało teraz na tym, że kochała Boga[1].
Tym Bogiem, pisanym koniecznie wielką literą, nie był jednak Bóg jaki z miejsca przychodzi nam na myśl, bez względu na to, czy wierzymy w jego istnienie czy nie.
Bogiem Dory Maar był Pablo Picasso.
Autor:
AnnRK
o
09:00
20 komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2016,
3/6,
biografia fabularyzowana,
blog książkowy,
blog recenzencki,
kubańska,
literatura,
Muza,
o Paryżu,
Paryż,
powieść,
recenzje,
Valdés Zoé
Lokalizacja:
Paryż, Francja
piątek, 19 czerwca 2015
Fabio Stassi "Ostatni taniec Chaplina"
Rozśmieszyć Śmierć
![]() |
| Fabio Stassi Ostatni taniec Chaplina Wyd. Marginesy 2015 280 stron |
Jest 24 grudnia 1977 roku. Od sześciu lat w każde Boże narodzenie odwiedza mnie Śmierć. Siada przede mną i czeka. Wkładam wtedy moje ubranie włóczęgi i odgrywam któryś z dawnych numerów. Jeśli się zaśmieje, zyskuję kolejny rok życia: taką zawarliśmy umowę. Nie umrę, dopóki będę w stanie ją rozbawić[1].
I tak rok w rok, nieproszony gość zjawia się jak zły sen. Nie grzeszy uprzejmością, bywa złośliwy, ponad osiemdziesięcioletniego mężczyznę traktuje z politowaniem. W starszym panu w wytartych, wygniecionych spodniach i przyciasnym żakiecie, z melonikiem na głowie widzi żałosnego komedianta, a nie popularnego komika.
Tego roku Charlie Chaplin zatańczył z kostuchą po raz ostatni. Trudno jednak mówić tu o przegranej. W końcu to właśnie jemu, jako pierwszemu, udało się rozśmieszyć samą Śmierć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


