Na liście spotkań autorskich najbardziej wymarzonych i realnych (bo niestety nie poznam już Ryszarda Kapuścińskiego czy Ericha Segala), to z Jaume Cabré zajmowało wysoką pozycję. Żałowałam ogromnie, że w ubiegłym roku nie mogłam pojawić się na warszawskich Targach Książki, ale szczęście się do mnie uśmiechnęło i autor przyjechał do Polski po raz kolejny, jako jeden z gości Conrad Festival oraz, jak się później okazało, także i Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie.
Długo czekałam na ustalenie terminu, gryząc paznokcie z nerwów. Zależało mi w końcu nie tyle na autografie, co na samym spotkaniu. Chciałam posłuchać autora, który zaczarował mnie swoimi książkami. W grę wchodziły tylko piątek lub sobota, a Festiwal trwał przecież cały tydzień, więc możliwość wpadki z terminem była spora. W końcu nadszedł ten dzień, kiedy mogłam podskoczyć z radości! Spotkanie ustalono na piątkowy wieczór.
