Stuart MacBride Chłód granitu wyd. Amber 2007 320 stron |
Aberdeen leży w Szkocji. Jest dużym portem rybackim, utrzymującym się między innymi z wydobycia ropy naftowej spod dna Morza Północnego. Bywa nazywane granitowym miastem, ze względu na materiał, z którego wykonana jest większość starych budynków. Stuart MacBridge zamieszkał w Aberdeen, gdy miał dwa lata. Dobrze poznał ulice miasta, nic więc dziwnego, że akcję cyklu powieści kryminalnych o sierżancie Loganie McRae, osadził właśnie w Aberdeen.
Chłód granitu, pierwszy tom serii, zaczyna się w chwili, gdy McRae wraca do pracy po rocznym urlopie. Niektórzy mówią, że jego powrót przyniósł pecha. Zamiast wlepiać mandaty za złe parkowanie, albo ścigać drobnych złodziejaszków, policjanci dostają do rozwiązania zagadkę i to z gatunku tych mało przyjemnych.
Każda nagła i brutalna śmierć jest niewytłumaczalną tragedią, tym bardziej bolesną, gdy ofiarą stają się dzieci. Małe, bezbronne, dopiero poznające świat. Zależne od dorosłych. Często bardzo ufne, bez świadomości tego, jak bardzo mogą zostać skrzywdzone.
Każda nagła i brutalna śmierć jest niewytłumaczalną tragedią, tym bardziej bolesną, gdy ofiarą stają się dzieci. Małe, bezbronne, dopiero poznające świat. Zależne od dorosłych. Często bardzo ufne, bez świadomości tego, jak bardzo mogą zostać skrzywdzone.
Najpierw został znaleziony mały David Brookline Reid, który za trzy miesiące obchodziłby czwarte urodziny. (...) Musieli wyciągnąć go z zimnego, wypełnionego wodą rowu, zanim lekarz mógł stwierdzić zgon. Chociaż wątpliwości być nie mogło: dzieciak nie żył od dawna. Leżał teraz na plecach na kwadratowej płachcie niebieskiej folii, wystawiony na widok publiczny. Koszulkę z napisem "X-Men" miał zadartą aż pod szyję. Poza tym był nagi[1]. Chłopca nie tylko wykorzystano seksualnie, ale także pośmiertnie okaleczono. Zabójca odciął mu penisa.
Jakiś czas później, na miejskim wysypisku śmieci, ośmioletnia Rebecca zauważyła stopę wystającą z czarnego, podartego worka. Ta noga ma dalszy ciąg. Stwierdzam zgon[2] - oznajmia lekarz. Po rozcięciu worka, oczom ekipy kryminalistycznej ukazał się przygnębiający widok. Nagie ciało było zwinięte w kłębek i utrwalone w pozycji płodowej za pomocą brązowej taśmy klejącej. (...) To dziewczynka i miała trzy, może cztery lata[3]. Nie wiadomo kim jest druga ofiara. Nikt nie zgłosił jej zaginięcia.
Tymczasem policja dostaje sygnał o kolejnym zaginięciu, znajduje też następne dziecięce zwłoki. Sprawa staje się coraz poważniejsza, śledczy plączą się w domysłach, a dochodzenie zmierza w niekoniecznie właściwym kierunku.
Jakiś czas później, na miejskim wysypisku śmieci, ośmioletnia Rebecca zauważyła stopę wystającą z czarnego, podartego worka. Ta noga ma dalszy ciąg. Stwierdzam zgon[2] - oznajmia lekarz. Po rozcięciu worka, oczom ekipy kryminalistycznej ukazał się przygnębiający widok. Nagie ciało było zwinięte w kłębek i utrwalone w pozycji płodowej za pomocą brązowej taśmy klejącej. (...) To dziewczynka i miała trzy, może cztery lata[3]. Nie wiadomo kim jest druga ofiara. Nikt nie zgłosił jej zaginięcia.
Tymczasem policja dostaje sygnał o kolejnym zaginięciu, znajduje też następne dziecięce zwłoki. Sprawa staje się coraz poważniejsza, śledczy plączą się w domysłach, a dochodzenie zmierza w niekoniecznie właściwym kierunku.
Debiut Stuarta MacBridge nie jest thrillerem, który czyta się w zapartym tchem zarywając noce. Temat jest ciekawy i poruszający, atmosfera mroczna, ale zabrakło autorowi umiejętności budowania napięcia i wprowadzania zaskakujących zwrotów akcji, które na tyle namieszają czytelnikowi w głowie, że z zaskoczeniem przyjmie rozwiązanie zagadki. Mimo podsunięcia kilku mylnych tropów, dość szybko można się zorientować, które uliczki są ślepe, a kto jest tylko kozłem ofiarnym.
Należy jednak podkreślić, że jest to debiut i jako taki, jest całkiem obiecujący. Dużym plusem jest wierne odwzorowanie realiów. Podobno wszystkie przedstawiane w powieści miejsca, istnieją naprawdę w takiej postaci, w jakiej przedstawia je autor. Same opisy są również realistyczne, choć autor z pewnością dużo mógłby się nauczyć od Simona Becketta czy Jo Nesbø.
Nieco mylne jest określenie sierżanta Logana McRae jako sarkastycznego, ironicznego antybohatera. Taki opis widnieje na okładce książki i jest doskonałym dowodem na to, że tego typu notami nie warto się sugerować. Owszem, Logan często posługuje się czarnym humorem, ale wspomniany opis sprawia, że przed oczami mam raczej serialowego doktora House'a lub powieściowego Harry'ego Holla, niż policjanta po przejściach, który od czasu do czasu rzuci jakąś kąśliwą uwagę.
Trzeba jednak przyznać, że w książce jest sporo humoru, co przy ciężkiej tematyce tworzy ciekawy kontrast. Nie każdemu ten zabieg przypadnie do gustu. Do mnie akurat trafił i już jeden z pierwszych opisów postaci rozładował napięcie spowodowane odnalezieniem ciała małego Reida. Doktor Isobel MacAlister: trzydzieści trzy lata, krótkie włosy, brunetka, metr sześćdziesiąt. Pojękuje cicho, kiedy gryzie się ją w wewnętrzną stronę ud[4]. Wiem, że nie jest to tekst wysokich lotów i ktoś może uznać go za niestosowny, ale jego pojawienie się w tej przygnębiającej scenie było na tyle zaskakujące, że wzbudziło raczej śmiech niż niesmak. Trzeba przyznać, że pisarz ma specyficzne poczucie humoru. Przypuszczam, że na dłuższą metę może być ono męczące, ale w pierwszym tomie się sprawdziło. Dzięki niemu można było na chwilę odetchnąć, zanim autor zaserwował kolejną dramatyczną scenę.
Czy warto przeczytać Chłód granitu? Myślę, że ten tytuł jest udanym debiutem, ale widać, że autor jeszcze wiele się musi nauczyć, by wyjść poza ramy przeciętnego pisarza kryminałów, którego książki co prawda nie męczą i czyta się je dość dobrze, ale przy tym nie zaskakują i nie przyspieszają bicia serca. Dobra lektura dla niezbyt wymagającego czytelnika, wielbiciele mocnej prozy Deavera czy Gerritsen mogą poczuć się nieco zawiedzeni.
***
[1] Stuart MacBride, Chłód granitu, przeł. Wojciech Szypuła, wyd. Amber, 2007, s. 8.
[2]Tamże, s. 48.
[3]Tamże, s. 50.
[4] Tamże, s. 8.
nie mam bladego pojęcia czy zdecyduje się na książkę, treść zapowiada się ciekawie, aczkolwiek to nie są klimaty które lubię :(
OdpowiedzUsuńWiemy, wiemy, to nie fantasy. :)
UsuńNazwisko MacBride'a obiło mi się kilka razy o uszy. Polecając mi go, kilka osób bardzo chwaliło jego twórczość - szczególnie Ślepy zaułek. Trzeba się wreszcie kiedyś przekonać:)
OdpowiedzUsuńPodobno im dalej, tym lepiej. Jak biblioteka pozwoli, to zamierzam to sprawdzić.
UsuńJeden z autorów, którego mam zamiar poznać. Na Goodreads system cały czas podrzuca mi go w rekomendacjach. Recenzja zaostrza apetyt. Szkoda, że dziś już nie tak łato dostać jego powieści - tj. nie ma ich w każdej księgarni, głównie na Allegro.
OdpowiedzUsuńZawsze zostaje biblioteka. W końcu wszystkiego kupić się nie da.
UsuńPopraw przedstawuabe:) Co do książki - "Chłód granitu" to najsłabsza część cyklu. Moim skromnym zdaniem najlepszy jest "Dom krwi" (z tych dotychczas przeze mnie przeczytanych). Mnie również "Chłód..." jakoś specjalnie nie zachwycił, na tyle jednak, bym sięgnęła po kolejne pozycje - czego nie żałuję :) Moją ulubioną bohaterką jest inspektor Steel, co zresztą wiesz. Później się rozkręca. Wygrzebuję swoje wypociny, jak Cię ciekawi to masz: http://wswiecieslow.blogspot.com/2013/01/chod-granitu-stuart-macbride.html Jak widać nie byłam zachwycona :) Ale z ręką na sercu namawiam na kontynuacje, bo z każdą książką jest coraz lepiej. A i fajnie przeplatają się wątki obyczajowe, jak na serię jest całkiem zgrabnie.
OdpowiedzUsuńO mamo, mamo, mamo... A przecież byłam trzeźwa!
UsuńNo właśnie u Ciebie znalazłam recenzję drugiej części, ale skoro w bibliotece była też pierwsza, to zgarnęłam obie. Jak będą kolejne tomy, to też przeczytam. Fajnie jest moc obserwować, jak pisarz się rozwija.
"Naprawdę miałam nadzieję, że sierżant Logan będzie takim złym policjantem, jak choćby Harry Hole u Nesbo. Że będzie cyniczny, cwany i chamski. Że będzie pił wódkę, odpalał papierosa od papierosa i bzykał wszystko, co się rusza, a kiedy złapie przestępcę, spierze go na kwaśne jabłko." Padłam. :P
No, co? Lubię niegrzecznych chłopców :)
UsuńMhm :D
UsuńUderz w stół... :P
UsuńTo ja się nie będę wtrącać i zostawię Was samych. :P
UsuńNie zostawiaj mnie z nią samego...
UsuńNie wiesz do czego Ona jest zdolna :)
Phi!
UsuńNadal mnie tu nie ma. ;)
UsuńAniu, pilnuj swojego bloga. Toż to skandal! Łukaszu, gdybyś był te 10 lat starszy... wolny... bogaty... A tak to trza się smakiem obejść ;)
UsuńMuszę chyba moderację wprowadzić, bo aż się boję co tu się będzie działo jak się rozkręcicie. :P
UsuńNieee, o mamo, niech Cię buk broni przed moderacją :P
UsuńPaulina - Jestem łysy więc tak jakby 10lat starszy, jestem wolny, bo nie lubię nic robić na szybko i jestem bogato uduchowiony :) Kandydat idealny ;)
Moderuj, moderuj, Aniu, bo zapanuje totalny chaos. :)
UsuńŁukasz, bogate uduchowienie rachunków nie zapłaci, nie mówiąc o zapłaceniu za nowe buty, nowe torebki, fryzjera, manikiurzystkę i takie tam. Zaoszczędzilibyśmy jednak na książkach. W sumie można przemyśleć, o ile masz fajne auto.
Hmm, można powiedzieć, że obecnie jeżdże autem za 40 tys. :)
UsuńPodobno tyle kosztuje jeden autobus :D
Takie auto, to i ja mam :)
UsuńPhi! A ja jeżdżę tramwajem! :P
Usuń(Moderacji nie będzie, za dobrze się bawię przy Waszych off-topach).
- Watsonie, doświadczam dziwnego wrażenia, iż Anna porobiła tu jakieś zmiany.
Usuń- Ależ wielkie nieba, Holmesie! Masz słuszność!
Najssssss :)
Wiosenne porządki i na blogi dotarły :)
A mi się skojarzyła piosenka T.Love "Kiedyś byłem niezłym motorniczym..." a zaraz po niej następna, też Muńkowych: "Autobusy i tramwaje"
Prawdę by rzec kocham tramwaje. Chciałabym mieć własny.
Tak to jest, jak człowieka dopada choróbsko i zamiast ciężko pracować, siedzi w domu pod kołdrą i zastanawia się, co by tu namieszać. ;)
UsuńKurcze, tej pierwszej piosenki nie znam. O_o
Po Poznaniu kursuje ostatnio taki zabytkowy. Raz na niego trafiłam, jak już przestałam się bać, że rozpadnie się w trakcie jazdy, to zrobiło się nawet przyjemnie. ;)
Namieszałaś! Dziwnie mi się patrzy, tak na lewo, ale jest bardzo ładnie!
UsuńNajbardziej lubiłam jeździć 9 albo 11. Przez Sołacz, fajnie :) Kurs łączący uczelnie, to raz, a potem łatwo było się przesiąść w 5 i na rynek, pić. :)
Trzy kolumny to za dużo, tylko problem w tym, że nie bardzo wiedziałam co pousuwać. Nadal jest tego za dużo. Ale już jest nieco lepiej. Musisz się przyzwyczaić. :P
UsuńTo zdecydowanie nie moje tramwaje. Chociaż... 11 jeżdżę czasami z Hetmańskiej/Glogowskiej na Starołękę i na odwrót też. ;) Tak się te trasy poprzestawiały, że za każdym razem jak jadę inną trasą niż moja stała, to muszę sprawdzać czym tam dojadę. :P
Zapowiada się interesująco. Może nawet te błędy debiutanta nie są takie rażące. Dam szansę :)
OdpowiedzUsuńWarto dać mu szansę. Może nie jest to wybitny kryminał, ale jest też cała masa gorszych. Ten czyta się nieźle.
UsuńKryminalna zagadka - ciekawie i interesująco się zapowiada:) Szkoda, że zdradziłaś trochę fabuły, byłoby bardziej ciekawie:( Ale i tak zachęciłaś mnie do zapoznania się z ta książką.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Jak przeczytasz, to zobaczysz, że niewiele zdradziłam. :)
UsuńJezeli sprawdzę, to którąś z jego następnych książek. Chociaż ten humor pewnie przypadłby mi do gustu :)
OdpowiedzUsuńPaulina poleca "Dom krwi". A humor faktycznie, jakby dla Ciebie. :P
UsuńJa lubię przeczytać dobre kryminały, nie wiem, czy ten by mnie usatysfakcjonował:)
OdpowiedzUsuńZawsze możesz spróbować przeczytać którąś z późniejszych książek autora.
UsuńZawsze staram patrzec sie pod innym kontem na autorów, którzy dopiero zaczynają.
OdpowiedzUsuńI słusznie. Trudno, żeby debiutant dorównał starym wyjadaczom. Choć i to się zdarza.
UsuńCieszę się, że mimo ciężkiej tematyki jest tutaj także humor, dlatego mimo kilku mankamentów chętnie skuszę się na owe debiutanckie dzieło Stuarta MacBridge.
OdpowiedzUsuńJest sporo humoru. Jak trafi w Twój gust, to jest szansa, że cała książka przypadnie Ci do gustu.
UsuńJa tam tego autora w ogóle jeszcze nie znam, więc chętnie wchłonęłabym cokolwiek, co wyszło spod jego pióra. ;)
OdpowiedzUsuńNo to chłoń. Robi nam się tu kółko wielbicieli kryminałów. :)
UsuńOd jakiegoś czasu mam ochotę na jakiś dobry kryminał, ale chyba jednak zdecyduję się na Christie;)
OdpowiedzUsuńPo tych krwistych, klimatycznych kryminałach współczesnych, te Christie jakoś inaczej mi się czyta. To jednak nieco inny typ literatury.
UsuńMoże kiedyś się skuszę, póki co nie mam ochoty, jakoś mnie do siebie nie przyciąga. :)
OdpowiedzUsuńKsiążka nie zając... ;)
UsuńTo, co cenię w autorach to właśnie umiejętność budowania napięcia - nie dotyczy to oczywiście wszystkich książek, ale jeśli już kogoś autor uśmiercił to nam czytelnikom należy się dreszczyk emocji w poszukiwaniu sprawcy. Kusi mnie za to samo umiejscowienie akcji książki.
OdpowiedzUsuńkolodynska.pl
Zdaje się, że cała seria jest osadzona w Aberdeen, więc możesz przebierać w tytułach. ;)
UsuńBo w ogóle Szkocja chyba ma taki mroczny klimat. :P Ale mimo tego jakoś nieszczególnie mnie ta książka przekonuje. Nawet mimo tego pojękiwania. :P No co, ja też lubię taki humor. :P
OdpowiedzUsuńNie wiem. Nie byłam. ;)
UsuńNie podejrzewałabym Cię. :P
Czytałam drugą część tej serii o Loganie - "Zamierające światło" i miałam podobne wrażenia. Żadna rewelacja, ale całkiem nie najgorszy kryminał, czyta się szybko i lekko. Co do bohatera, to też nie powiedziałabym o nim 'sarkastyczny antybohater'. Podobał mi się humor, kilka razy parsknęłam śmiechem podczas lektury. Do pierwszej części raczej nie wrócę, sięgnę po kolejne tomy :)
OdpowiedzUsuńDruga częśc już na mnie czeka, więc mnie nie strasz. Mam nadzieję, że będzie lepsza od pierwszej. Nic to, w najgorszym razie akcja mnie nie wciągnie, ale za to się pośmieję. ;)
UsuńAle ja wcale nie straszę, nie śmiałabym :) Jestem ciekawa, co powiesz o inspektor Steel :)
UsuńHmm... Czuję się zaintrygowana. ;)
Usuń
OdpowiedzUsuńNie czytam zbyt dużo kryminałów i pewnie dlatego nie znam w ogóle twórczości MacBride'a. Jeżeli miałabym spróbować to może tak jak sugerowała Paulina "Dom krwi" na początek :)
Jak nie czytasz zbyt dużo kryminałów, to może lepiej sięgnij po te najlepsze. U Pauliny znajdziesz listę tych najciekawszych.
UsuńCzytałam strasznie dawno temu, ale niestety nie była to książka, która jakoś specjalnie zapadłaby mi w pamięć. Dalsze tomy też czytałam, więc chyba się podobało :P
OdpowiedzUsuńWnioski godne Holmesa. :P
Usuńostatnio bardzo polubiłam kryminały, więc nie pogardziłabym ta książką :)
OdpowiedzUsuńOstatnio w ogóle coraz więcej kryminałów pojawia się na blogach, albo to ja mam takie wrażenie, bo sama czytam je znacznie częściej. Jest w czym wybierać. Ten też nie jest najgorszym wyborem. Ciekawa jestem czy w kolejnych tomach autor rozwinie skrzydła.
UsuńUważam się za dosyć wymagającą czytelniczkę (przynajmniej czasami;) Niedociągnięcia w tej książce nie zachęcają mnie do lektury;)
OdpowiedzUsuńJak nie ten kryminał to inny. Dobrych tytułów ci u nas pod dostatkiem. :)
UsuńSama fabuła jest bardzo interesująca. Autor miał ciekawy zamysł, bo wiadomo powszechnie, że społeczeństwo reaguje znacznie ostrzej, gdy ofiarami morderstw padają niewinne istotki, jakimi są dzieci. Szkoda, że zabrakło trochę tego napięcia, ale mimo to byłabym skłonna przeczytać, ze względu na tematykę.
OdpowiedzUsuńAnnRK, jak sobie w czasie rozkładałaś "Wyznaję", bo właśnie obmyślam strategię? :P
W obmyślaniu strategii nie pomogę, bo takich nie miewam. Czytam jak mam czas, a jedyna strategia to taka, żeby nie brać "Wyznaję" do torebki, bo choć jest lekka, to zabiera miejsce przeznaczone na prowiant do pracy. :P
Usuń